postepowanie-sanacyjne
Odstąpienie od umów wzajemnych w sanacji – kiedy zarządca może odstąpić i co z rozliczeniem z kontrahentem?
Autor: StartupPL
Jestem w trakcie analizowania sanacji w praktyce (po stronie przedsiębiorcy) i chciałbym dobrze zrozumieć temat odstąpienia od umów wzajemnych. Chodzi mi głównie o długoterminowe kontrakty (np. najem/leasing, dostawy, usługi IT), które na papierze „trwają”, ale realnie mogą blokować restrukturyzację, bo generują stały koszt albo ryzyko.
Z tego, co rozumiem, zarządca nie może „ot tak” odstąpić od dowolnej umowy – kluczowe jest, żeby była to umowa wzajemna zawarta przed otwarciem sanacji i niewykonana w całości w momencie otwarcia (zwykle w całości lub częściowo po obu stronach). Do tego ma dochodzić zgoda sędziego‑komisarza i uzasadnienie, że odstąpienie jest racjonalne z perspektywy masy sanacyjnej i celu sanacji (odcięcie nierentownych zobowiązań, poprawa zdolności do wykonania układu). Jeśli dłużnik już wykonał całość swojego świadczenia, a po drugiej stronie została tylko zapłata, to intuicyjnie wygląda to bardziej jak „ściągnięcie należności”, a nie pole do odstąpienia.
Proceduralnie interesuje mnie, jak to wygląda „w realu”: czy zarządcy najpierw wzywają kontrahenta do jednoznacznego potwierdzenia, że dalej wykonuje umowę na warunkach umownych (albo za odpowiednim zabezpieczeniem), a dopiero potem idą po zgodę sędziego‑komisarza i składają oświadczenie o odstąpieniu? I jak sądy patrzą na argumentację – czy wystarcza wykazanie nierentowności/ryzyka, czy trzeba pokazać twardsze liczby (cashflow, brak finansowania, alternatywne oferty)?
Najważniejsza dla mnie część to rozliczenie z kontrahentem po odstąpieniu. Rozumiem to tak, że wchodzą w grę zwroty świadczeń (jeżeli to możliwe), a gdy nie – rozliczenie wartości w pieniądzu, plus potencjalne roszczenie odszkodowawcze kontrahenta za niewykonanie/odstąpienie. I tu mam praktyczne pytanie: czy takie roszczenia (zwłaszcza odszkodowanie i rozliczenie „za niewykorzystany okres” w umowach ciągłych) w praktyce lądują jako wierzytelności objęte układem (często do oszacowania/warunkowe), czy jednak są traktowane jako zobowiązania „bieżące” masy? No i jak rozwiązywany jest temat rzeczy/świadczeń, z których dłużnik korzystał po otwarciu (np. usługa działała jeszcze miesiąc „bo trzeba było domknąć migrację”) – czy wtedy kontrahent ma silniejszą pozycję do zapłaty „na bieżąco”?
Będę wdzięczny za doświadczenia: ile to realnie trwa od pomysłu do skutecznego odstąpienia, jakie dokumenty/argumenty są kluczowe, i jak najczęściej kończy się rozliczenie (spór, ugoda, korekty faktur, potrącenia). Interesuje mnie też, czy częściej opłaca się negocjować zmianę warunków (aneks/ugodę) niż iść w formalne odstąpienie, żeby nie komplikować relacji i spisu wierzytelności.
To nie jest porada prawna.
Z tego, co rozumiem, zarządca nie może „ot tak” odstąpić od dowolnej umowy – kluczowe jest, żeby była to umowa wzajemna zawarta przed otwarciem sanacji i niewykonana w całości w momencie otwarcia (zwykle w całości lub częściowo po obu stronach). Do tego ma dochodzić zgoda sędziego‑komisarza i uzasadnienie, że odstąpienie jest racjonalne z perspektywy masy sanacyjnej i celu sanacji (odcięcie nierentownych zobowiązań, poprawa zdolności do wykonania układu). Jeśli dłużnik już wykonał całość swojego świadczenia, a po drugiej stronie została tylko zapłata, to intuicyjnie wygląda to bardziej jak „ściągnięcie należności”, a nie pole do odstąpienia.
Proceduralnie interesuje mnie, jak to wygląda „w realu”: czy zarządcy najpierw wzywają kontrahenta do jednoznacznego potwierdzenia, że dalej wykonuje umowę na warunkach umownych (albo za odpowiednim zabezpieczeniem), a dopiero potem idą po zgodę sędziego‑komisarza i składają oświadczenie o odstąpieniu? I jak sądy patrzą na argumentację – czy wystarcza wykazanie nierentowności/ryzyka, czy trzeba pokazać twardsze liczby (cashflow, brak finansowania, alternatywne oferty)?
Najważniejsza dla mnie część to rozliczenie z kontrahentem po odstąpieniu. Rozumiem to tak, że wchodzą w grę zwroty świadczeń (jeżeli to możliwe), a gdy nie – rozliczenie wartości w pieniądzu, plus potencjalne roszczenie odszkodowawcze kontrahenta za niewykonanie/odstąpienie. I tu mam praktyczne pytanie: czy takie roszczenia (zwłaszcza odszkodowanie i rozliczenie „za niewykorzystany okres” w umowach ciągłych) w praktyce lądują jako wierzytelności objęte układem (często do oszacowania/warunkowe), czy jednak są traktowane jako zobowiązania „bieżące” masy? No i jak rozwiązywany jest temat rzeczy/świadczeń, z których dłużnik korzystał po otwarciu (np. usługa działała jeszcze miesiąc „bo trzeba było domknąć migrację”) – czy wtedy kontrahent ma silniejszą pozycję do zapłaty „na bieżąco”?
Będę wdzięczny za doświadczenia: ile to realnie trwa od pomysłu do skutecznego odstąpienia, jakie dokumenty/argumenty są kluczowe, i jak najczęściej kończy się rozliczenie (spór, ugoda, korekty faktur, potrącenia). Interesuje mnie też, czy częściej opłaca się negocjować zmianę warunków (aneks/ugodę) niż iść w formalne odstąpienie, żeby nie komplikować relacji i spisu wierzytelności.
To nie jest porada prawna.
Głosy w dyskusji (8)